gdy mialem 3 lata tekst

63 votes, 15 comments. miałem wszystkie książki Lenina, choć nadal według mnie było ich za Mao. Na ścianie wisiał wielki portret Stalina. Marzyłem… Interpretacja piosenki. Tekst stworzył (a) MagdaLena. "miałem kolegę bartka" to utwór pochodzący z wydanego 22 września 2022 roku kolejnego albumu studyjnego Krystiana "Chivasa" Gierakowskiego, zatytułowanego "młody say10." Wydawnictwo promowały single: "Narcyz", "to ostatni raz gdy jadę nad bałtyk", "anyżowe żelki" oraz " kupić Mam odebrane prawo jazy na 4 lata z powodu wypadku który spowodowałe podczas jazdy samochodem na podwójnym gazie.Do konca orzeczonego wyroku pozostały dwa lata…Słyszałem że można ubiegać sie o ponowne odzyskanie pr.jazdy po połowiw kary.Nie wiem czy jest taki przepis ale czytając wypowiedzi innych którzy już próbowali zdać egzamin w podobnych okolicznościach do moich to mam Tekst piosenki GRL GVNG [Intro: Jurin, Harvey] Yeah (Ayy, ayy) [Verse 1: Cocona, Harvey] A band of hittas, we're different kind of party The type of crew don't gotta answer to nobody You mess around with us, I promise you'll be sorry Trust me, trust me, that'd be a big mistake [Verse 2: Chisa, Jurin, Hinata] We go hard everyday (We go, we go hard) Me and my girls ain't here to play (We ain't Miałem Cię Bolis tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. nonton film 365 days season 2 sub indo lk21. Krzysztofa Zalewskiego poznaliśmy w programie "Idol". Wygrał go mając 18 lat, podpisał umowę z wytwórnią i wydał debiutancki krążek "Pistolet". Na jego kolejny album czekaliśmy 9 lat. Jego kolejna, wydana w 2016 r. płyta "Złoto", została doceniona i była przełomem w jego karierze, a artysta pokazał się z innej strony muzycznej. Krzysztof Zalewski chroni swojego życia prywatnego. Związany jest z Olgą Tuszewską, menadżerką Brodki. Mają 3-letniego syna Lwa. Wokalista w wywiadzie dla "Pani" wspomina śmierć mamy, z którą był bardzo blisko. Krzysztof Zalewski o śmierci mamy. "Miałem powtarzające się makabryczne sny" Krzysztof Zalewski miał 13 lat, kiedy dowiedział się o chorobie mamy. Wciąż pamięta ten dzień. "Pamiętam, że były ferie zimowe 1997 roku, pewnego dnia obudziłem się, krzyczę do mamy, jak co dzień rano, która jest godzina, a ona mi nie odpowiada (...) To był guz mózgu, który nie manifestował się wcześniej w żaden sposób, nie było żadnych objawów. Na szczęście udało się ją odratować. Wycięli guz i przeżyła jeszcze prawie osiem lat." Resztę artykułu znajdziesz pod materiałem wideo: Operacja miała miejsce wtedy, kiedy Zalewski występował w "Idolu" i zaczął odnosić sukcesy muzyczne. "Mama się któregoś razu nachyliła i powiedziała do mnie z troską: »Synek, kiedy przestaniesz się wygłupiać?«. Bo ja nie śpiewałem, tylko krzyczałem jak pijany marynarz. Gdy program się skończył, mama miała operację, ale tym razem został jej niedowład lewej części ciała, więc ostatnie dwa lata życia spędziła z wyrokiem." Krzysztof Zalewski zrozumiał, że nie ma z nim mamy, tak naprawdę pół roku po jej śmierci. Zbiegło się to z jego rozstaniem z dziewczyną. Wtedy "znalazł swoje dno". "To jest dziwne, ale tak naprawdę dotkliwie odczułem brak mamy pół roku później. To było tak odrealnione, że nagle jej nie ma, mój mózg tego nie rejestrował (...) Później przypomniały mi o jej śmierci powtarzające się makabryczne sny (...) "Wiedziałem, że już od paru ładnych lat sobie nie radzę, że chciałbym żyć inaczej, ale jednak jakaś siła powodowała, że zbaczałem z tego kursu." Krzysztof Zalewski swojego ojca, Stanisława Brejdyganta, poznał wtedy, gdy zachorowała jego mama. Obecnie ma z nim dobry kontakt. "Z ojcem poznałem się właśnie wtedy, gdy miałem 13 lat. Dziś mam z nim świetny kontakt. Na pewno mam po nim pamięć do tekstów. Wystarczy, że przeczytam piosenkę i mogę wyjść na scenę i śpiewać" - mówił w wywiadzie dla "Glamour". Krzysztof Zalewski o śmierci mamy Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@ Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z życiem gwiazd, zapraszamy do naszego serwisu ponownie! Komu z nas nie poruszają się żywo kąciki ust, gdy zaczyna się refren jednej z najpiękniejszych kompozycji Zbigniewa Wodeckiego? Lubię wracać tam, gdzie byłem to utwór, który choć nie wiadomo, kiedy dokładnie powstał, do dziś jest chętnie interpretowany przez muzyków starszego i młodego pokolenia. A przede wszystkim jest żywą pamiątką po nieżyjącym od 3 lat Zbigniewie Wodeckim. Jaką historię powstania ma jeden z największych przebojów muzyka? Kasia Wodecka-Stubbs: „Czy myślę o tacie? Ja z nim żyję codziennie” Tak powstała piosenka Lubię wracać tam, gdzie byłem Zbigniewa Wodeckiego By dowiedzieć się, jakie były początki romantycznej ballady, należy cofnąć się 50 lat wstecz, kiedy to dwudziestoletni Zbigniew Wodecki komponował utwory na swoje pierwsze krążki. Część z melodii nie od razu ujrzała światło dzienne. Właśnie tak było z Lubię wracać.., która około 10 lat przeleżała w szufladzie. „Nie dojdziemy do tego, dlaczego tak było, bo tego nie wie nikt. Tata na początku lat 70. zaczął pisać pierwsze własne kompozycje, w tym właśnie „Lubię wracać tam, gdzie byłem", ale potem na pewien czas skierował się w stronę jazzu, grał z Jerzym Milanem i Andrzejem Trzaskowskim, więc je odstawił. Wrócił do nich pod koniec tamtej dekady”, opowiadała Onetowi córka zmarłego artysty, Katarzyna Wodecka-Stubbs. Jasne jest jednak, że melodia Zbigniewowi Wodeckiemu pisała się właściwie sama, o czym mówił on 10 lat temu w wywiadzie. „To mi się układało takt, po takcie. Szło jak po maśle. I kotły i to symfoniczne brzmienie. Melodię pisałem od razu z aranżem. Jak wokal szedł tak, to smyki musiały być tak napisane. To mi się tak układało jako całość”, przyznawał kompozytor w Angorze i dodał, że dopiero później poprosił wybitnego tekściarza Wojciecha Młynarskiego o napisanie do utworu tekstu. „Miałem już za sobą jakiś dorobek, znałem branżę i miałem odwagę zwrócić się do Wojtka z prośbą o tekst. Nie był daleko. Mieszkał wtedy w Zakopanem, więc nagrałem taką fortepianową wersję, przyjechałem, on mówi „ładne, ładne. Napiszemy, napiszemy”. No i jak po jakimś czasie dał mi tekst... Wspaniale współgrający z muzyką, ba! moim zdaniem on tę muzykę swoją jakością przebił”, twierdził Zbigniew Wodecki. Wojciech Młynarski nie tylko napisał piękny tekst, ale też postarał się, by pasował on do przeżywanych przez młodego Wodeckiego emocji. Jak nietrudno zapamiętać w utworze słyszymy o „chłopaku ze skrzypcami” i „dziewczynie z warkoczami”, co było nawiązaniem do samego wykonawcy i jego ukochanej Krystyny, z którą ożenił się latem 1971 roku. O tym, że nie ma tu mowy o żadnej przypadkowej zbieżności mówi też córka wokalisty. „Ta piosenka jest częścią historii moich rodziców i ich legendarnej miłości od pierwszego wejrzenia, kiedy zobaczyli się w Piwnicy pod Baranami. […] Świadczy o tym także tekst odnoszący się do starej kamienicy przy ul. Kapucyńskiej, przy Plantach, którą wtedy krótko wynajmowali, z charakterystycznym balkonem pełnym pnących róż”, tłumaczyła w internetowym cyklu Piosenki na wagę złota Kasia Wodecka-Stubbs, która dziś odpowiada za organizację festiwali upamiętniającego ojca. Co ciekawe, jak niedawno zdradziła Agata Młynarska, tekst odnosił się także do tego, co kochał Wojciech Młynarski. „To piosenka o historii prawdziwej. Mój tata najbardziej na świecie lubił wracać w strony, które znał, dlatego na wakacje zawsze jeździliśmy w te same miejsca, do Jastarni lub Juraty, albo do Kościeliska i do Zakopanego. […] Wtedy najlepiej odpoczywał i tam też pisał piosenki”, opowiadała dziennikarka w cyklu Piosenki na wagę złota. Piosenka Lubię wracać tam, gdzie byłem szybko okazała się sukcesem i zdobyła liczne nagrody. Niestety, radość z jednej z nich przysporzyła Zbigniewowi Wodeckiemu sporo problemów. „W 1983 r. pojechałem z tą piosenką do Pragi na festiwal OIRT. Trochę się bałem, bo wydawało mi się, że to nie jest materiał na przebój, taki co to wszyscy do taktu klaszczą, albo kiwają się w rzędach, ale okazało się, konkurs wygrałem. Na poczet spodziewanej nagrody wydałem niesamowite przyjęcie w luksusowym hotelu, które... spłacałem chyba ze trzy lata. Okazało się bowiem, że jedyną nagrodą w tym konkursie była... róża”, opowiadał w Angorze wokalista. Dziś wszystkie wykonania tego legendarnego już utworu przypominają o tym, że Zbigniewa Wodeckiego nie ma z nami już 3 lata. Na szczęście pozostały pamiątki w formie archiwalnych nagrań, gdzie Lubię wracać tam, gdzie byłem, było prezentowane nie tylko solo, ale i w duetach. Przebój doczekał się wersji z Zofią Kamińską, Krystyną Prońko, Ewą Bem, Alicją Majewską, Ireną Santor, a nawet z Tomaszem Karolakiem (w serialu TVN 39 i pół). Posłuchajcie pełnej historii jednej z najpiękniejszych piosenek Zbigniewa Wodeckiego. Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM Różnie bywa u mnie z sumiennością i dokładnością, więc na ten wpis musieliście czekać dwa dni dłużej niż zapowiadałem. Co się odwlecze to jednak nie uciecze, zatem nadeszła już najwyższa pora na powiedzenie trzech słów - przepraszam, proszę, dziękuję. Trzy "magiczne" słowa, których uczą nas nasze mamy, gdy jeszcze jesteśmy małymi dziećmi. Mam nadzieję, że tym razem też będą mieć magiczną moc! PRZEPRASZAM Przepraszam za wszystkie niedociągnięcia organizacyjne, które były spowodowane moją postawą. Przepraszam za chwile nerwów - mam nadzieję, że tych chwil nerwów nie było aż tak dużo. Przepraszam również za to, że w trakcie zawodów, nie zawsze miałem czas, siły, chęci, humor na rozmowę. Przepraszam za wszystkie niepotrzebne słowa! PROSZĘ Proszę wszystkich o dystans do tego co już się wydarzyło, o spokój i rozsądek w planowaniu przyszłości. Dużo już zbudowaliśmy! DZIĘKUJĘ I wreszcie DZIĘKUJĘ, chyba najważniejsze z tych trzech słów w kontekście tego co już się wydarzyło. Nieraz już dziękowałem wszystkim jednocześnie, teraz chciałbym podziękować każdemu z osobna. Każdemu z osobna, dzięki którym mogliśmy wykorzystywać efekt synergii. Jak to mawiają "Siła w kupie, bo kupy nikt nie ruszy" - i taką kupę, zbiorowość indywidualności, talentów, osobowości i charakterów stworzyliśmy! Mam nadzieję, że o nikim nie zapomnę, bo lista osób jest naprawdę długa. Do dzieła! Dziękuję trenerowi Włodzimierzowi za kawaaał roboty, za to że od kilku dobrych lat jest takim trochę kierownikiem zawodów z tylnego siedzenia. Za to, że potrafi poprowadzić luźną gadkę na spotkaniach, czego mi jeszcze trochę brakuje. Za to, że bez mrugnięcia okiem przyjmował do wiadomości wszystkie moje pomysły - "Nie wiem, Piotrek o co chodzi z tym sprintem, Michał wymyślił to ja będę musiał zrobić". Za kawał ogromnej roboty kartograficznej, za mnóstwo tras, za doświadczenie, za naukę! I od razu pani Ani i pani Grażynie za pyszne obiadki i dobre kanapki! Trenerze, ja tu jestem raptem od kilku lat, to trener jest LEGENDĄ! Dziękuję Ani, za to że wspaniale ogarnia finanse, zaliczki i wszystko to w czym ja dopiero raczkuję. Dziękuję też za to, że w ostatnim tygodniu momentami byłaś świetnym strażakiem. Dziękuję za spokój i opanowanie! Dziękuję Bogusi (pani Bogusi) za profesjonalne jak zawsze biuro zawodów; za to że w Twoją działkę nigdy nie muszę się mieszać; za kolacje w agroturystyce, gdy "już miałem całkiem dość"; za to że zawsze możemy pożartować! Mam nadzieję, że po tym jak Wawel się zakończył, nie będziesz już mieć koszmarów ;) Dziękuję cioci Lili za ogromny wkład w organizację naszych zawodów, za to że dzięki jej projektom zawody były bardziej kolorowe, a prowadzenie marketingu stawało się łatwiejsze! Niebieskie koszulki były git! Dziękuję również za ogromne zaangażowanie i serce jakie tu oddajesz! Dziękuję wujkowi Pawłowi za wsparcie logistyczne, za pierwsze spotkanie w Ostańcu, za znaczniki, za to że potrafisz myśleć do przodu i przewidywać wiele kwestii! Podziękowania również za pełen profesjonalizm jaki wykazałeś podczas naszej wspólnej, czerwcowej podróży do Podlesic i Bobolic! Dziękuję panu prezesowi Piotrowi za ogromny spokój jaki posiada, za to że jak mało kto potrafi z opanowaniem kroczyć od zadania do zadania. Za wsparcie merytoryczne, za dobre słowo! Młodszy prezes od starszego jeszcze wiele może się nauczyć! Dziękuję pani Mariuszy za wszystkie lata wsparcia, za to że w tym roku jak zwykle pomagała ogarniać kwestie sponsorskie i marketingowe. Niezwykle cenna postać! Dziękuję Markowi Skorupie pseudo "Skorupie", za przyjemne rozbieganie w Lesie Orlej i za ustawianie znaczników. Tutaj należy się zatrzymać trochę na dłużej. Markowi, ogromne podziękowania należą się również za dwa poprzednie lata. Razem poznawaliśmy z czym to się gryzie, razem przeżyliśmy kompromitację na Mistrzostwach Młodzików 2015 - kurła kiedyś to było ;) Nie da się ukryć, że w tym roku kogoś takiego jak Marek brakowało. Na zdjęciu Marek łowca s... bramek i Michaś z rozepchanymi kieszeniami (tak wiem mamo, obrzydliwie to wygląda) ;) Pozdrowionka! Dziękuję Marcinowi za ciekawe trasy, dobrą robotę przy stronie internetowej i porządek w magazynie. Mega dobry duch tej imprezy, mimo że od dwóch lat jest na niej nieobecny! Dziękuję Tomkowi za to, że zawsze możemy pogadać o zawodach i omówić potencjalne problemy, za to że z niemal 100% skutecznością dobrze rozstawił wszystkie punkty kontrolne ;) - tak, tak - nie ma tak łatwo, będę Ci to przez najbliższe 10 lat wypominał :D Dziękuję Bartkowi za to, że był głównym mózgiem przy stawianiu punktów, za to że jest dobrym speakerem, kolegą i za to, że wyjazdy i praca z nim są gwarancją dużej dawki śmiechu! Dzięki ;) Dziękuję Harperowi za pełen profesjonalizm, za punktualność, za opanowanie. Marcinie, z roku na rok jesteś coraz lepszy! Dziękuję Grześkowi za to że zawsze jest go pełno, za zaangażowanie, masę zdjęć i fajny filmik. Dzięki Grzegorz! Z przyjemnością będę wspominał wieczór jak razem siedzieliśmy w agro i klepaliśmy w komputery! Dziękuję Kubełkowi za to że jesteś świetnym Parking Directorem i jeszcze lepszym kierowcą ;) Uwaga quiz - zgaduj którą jesteś osobą z klubu, która nabiera drogowego doświadczenia, prowadząc srebrną strzałę ;) ? Dziękuję Marcie za opanowanie, poukładanie i spokój jaki sobą reprezentuje. Razem zaczynaliśmy dwa lata temu, w tym roku potrafiliśmy (potrafiłaś) ogarnąć dwa starty masowe. To naprawdę coś! Myślę, że naprawdę dużo się RAZEM nauczyliśmy. W ramach ciekawostki, pamiętasz jak wyglądał wybór Ciebie na kierownika startu dwa lata temu? Dziękuję Mai za prowadzenie z fantazją Instagrama (oraz Adzie za pomoc w przygotowaniu instagramowej grafiki konkursowej), za pomoc przy zawodach, za to że pomogła mi ogarnąć "wtorkowy kocioł" (ogarniając wieeeele tematów w klubie i skacząc koło mnie gdy pakowaliśmy się do wyjazdu), za to że jest taką osobą którą gdy proszę o zrobienie czegoś - wiem, że to będzie zrobione! To mega cenne ;) Dziękuję Krzysztynowi za poczucie odpowiedzialności i za to, że gonił w tym roku jak mały samochodzik! Za to, że "sam zrobi wszystko najlepiej". Mimo lekkiego gwiazdorzenia, Michale - sprawdziłeś się. Dzięki! Za wspólne zakupy w Biedronce też dziękuję ;) Dziękuję Grzesiowi Baranowi za to, że jest naprawdę robotnych chłopakiem. Mało kto potrafi od A do Z bez słowa narzekania wykonać swoje zadania. Grzesiek z pewnością jest taką osobą, cieszymy się, że zawsze na Wawelu jesteś z nami! Dziękuję Kasi Bugaj za mnóstwo pozytywnej energii, którą zawsze wnosi do zespołu. Za to, że jest szczera, naturalna, PRAWDZIWA. Uczucie, gdy wracasz po Wawelu do biegania - coś pięknego ;) Dziękuję Zosi Galli za to, że jest najlepszą na świecie asystentką. Za to że grzebiesz w śmieciach prawie tak dobrze jak ja - hehe ;) Wszystkiego dobrego na O... Erasmusie! Buziaki! Dziękuję Oli Sobas, za wykonywanie zaleceń bez mrugnięcia okiem, za oddanie, zaangażowanie, zdjęcia. Za to że byłaś z nami! Dziękuję Toporkowi za rzetelność i odpowiedzialność, jaką widać było w Twoim działaniu. Za troskę o dobro wspólne i za dokładność przy wykonywaniu każdego zadania! Nie na darmo pewne rzeczy śpiewały kiedyś miasta i wioski... Big thank you, Michaś! Dziękuję rewelacyjnej ekipie startowej - Zosi Słońskiej, Julce Krawczyk, ludziom renesansu Krzyśkowi Rzeńcy i Zuzi Morawskiej (oni na start biegli wprost ze stawiania punktów). Dziękuję Wam za ogrom pomocy i świetną atmosferę! Dziękuję Wszystkim Pudełkom (pan Paweł, Michalina, Błażej, Jowita) za ogrom roboty organizacyjnej, za pomoc przy ustawianiu centrum. Panu Pawłowi za niejednokrotnie słuszne uwagi, za to że chciał się dzielić swoim doświadczeniem! Dziękuję pani Magdzie za jak zwykle profesjonalnie przygotowane przedszkole, za ciekawe projekty statuetek! Podziękowania również dla Mai za pomoc w przedszkolu! Dziękuję Wam! Dziękuję mamie, pani Basi Bączek, pani Ani Tarnawskiej, no i oczywiście Anastazji! Cała ekipa z biura zawodów jak zawsze na medal! Dziękuję Adamowi za ogarnięcie GPSów - fachowiec w każdym calu ;) Dziękuję pani Agnieszce, za to że jest! Że jest szczera, zaangażowana, wesoła! Za ostry język i poczucie humoru! Dziękuję młodzieży starszej - Jankowi Tarnawskiemu, Madzi Topór, Natalii Wójcik, Marcie Łabuzek, Kasi Biegun i Gosi Bączek za to, że jesteście częścią tego teamu. Za to, że widać było Wasze zaangażowanie! Dziękuję całej młodzieży młodszej, która dzielnie cięła opisy, polewała wodę i "łatała luki" tam gdzie nam już brakowało sił! Marta, Maja, Hania, Kordian, Paweł, Piotrek, Natalia, Milena, Martyna, Pola, Janek, Magda, Antosia, Liza, Jaśmina, Basia, Wiki, Julka i wielu, wielu innych! Jak również rodzicom zawodników (pani Lamparska, pani Pisarek i wszyscy), którzy pomagali nam w tych trudnych dniach przed Wawelem ;) Dziękuję panu Markowi, pani Basi i pani Teresie za pomoc w ogarnięciu tej wspaniałej ekipy ;) Pani Teresie dziękuję również za Trail Orienteering - super że mieliśmy okazję współuczestniczyć w organizacji tego wydarzenia! Dziękuję całej ekipie stawiającej centrum, panu Niessnerowi, Kuryjowi, Urydze, Szajnie, Kruczkowi, Pisarkowi, Toporkom, Tomasowi wszystkim tym których być może nie zauważyłem, a w trakcie mojej nieobecności dołożyli "swoją cegiełkę". W szczególności tempo niedzielnego składania przejdzie do historii! Dziękuję Sławkowi za świetną speakerkę podczas ostatniego etapu, a przede wszystkim podczas zakończenia. Właściwy człowiek na właściwym miejscu! Dziękuję Wojtkowi i Jackowi za wysokiej jakości mapy, za bezproblemową współpracę i pełen profesjonalizm! Dziękuję mamom Paulinom - Cygler i Etterle-Kaszowskiej - za to że tak świetnie potrafią "tłumaczyć kwiecisty język Michała". Good job! Dziękuję wszystkim pozostałym tłumaczom biuletynów - koleżance pani Pułczyńskiej, panu Ryszardowi Karskiemu, Dominice Bączek, pani od francuskiego Michała Krzysztyńskiego i oczywiście Tomasowi Tichemu! Big thank you! Dziękuję Gosi, za sporą dawkę super fotek! Dziękuję panu Urbaniakowi za pilotowanie kontaktu z głównym sponsorem oraz za całe wsparcie merytoryczne! Dziękuję osobom zaangażowanym w promocję - Fryderykowi (Finlandia) i panu Ryszardowi (Niemcy) oraz wszystkim osobom, które dostarczały ulotki na zagraniczne zawody - Ada, Maja, Marcin, pani Teresa, pan Piotr i inni ;) Dziękuję panu Forystkowi, tacie i wszystkim oficjelom, dzięki których merytorycznym i finansowym wsparciu impreza wyglądała tak jak wyglądała! Dziękuję panu Jankowi za ogrom pozytywnej energii, za to że to co robiliśmy było dobreeee. Za wspólne wspomnienia, za punktualność! Dziękuję pani Mirce i pani Renacie za to że mimo że z mojego powodu mają sporo więcej pracy to zawsze z uśmiechem na ustach wykonują swoje obowiązki. Dziękuję tym, których nie wymieniłem z imienia, a którzy dołożyli swoją cegiełkę do organizacji tego eventu. Przepraszam Was, jest Was "za dużo"! i wreszcie dziękuję też tym, od których mogłem "pobierać pierwsze nauki" w lecie 2015. Kasi, Gosi i Mateuszowi. Swoją pracę zacząłem właśnie od rozmów z tymi, na których barkach ciążyła główna odpowiedzialność w latach poprzednich. Dziękuję Wam za wsparcie i dobre rady! Dziękuję też WSZYSTKIM tym, którzy w tym roku nie mieli okazji lub możliwości mocniej się zaangażować przy WC37., a którzy mieli swój bardzo cenny wkład w tych dwóch latach poprzednich [za ten wkład chciałbym tu i teraz też serdecznie podziękować] (pani Siek, Ada, Basia Wziętek, Kacper Kuca, Kasia Dyzio, pani Ania Dyzio (tytaniczna praca na grillu), pani Beata Baran, Janek Gondek, Nina, pani Alona, Illia, Angelika, Robert Zabel, pani Ewa i pan Tomek Olejnik, Jurek Stanek, pan Motała, Piotrek Pietroń, pan Tarnowski, pan Żesławski, pani Kasia Pałys, Paweł "Wiśnia" Wiśniewski, Sergey, Milena). To był piękny czas, ta trzyletnia kadencja to była niesamowita przygoda! Poniżej grafika przygotowana przez Hanię Pułczyńską (z wszystkich JEJ Wawelów) i kolejna łezka ;) I jeszcze raz wspólna fotka naszego zespołu! Dziękuję wszystkim za te 3 lata! [zwrotka 1] Święty Ojcze Musimy porozmawiać Mam pewną tajemnicę, Której nie mogę dotrzymać Nie jestem chłopcem, Którym wydawało ci się, że chcesz, bym był Proszę, nie złość się Miej we mnie wiarę [refren] Mówisz, że nie powinienem tu być, ale nie potrafię zrezygnować z jego dotyku To jego kocham Jego Nawet nie próbuj wmawiać mi, że Bóg się o nas nie troszczy To jego kocham Jego [zwrotka 2] Przechadzam się ulicami Mississippi Trzymam mojego ukochanego za rękę Czuję, że patrzysz na mnie kiedy jestem z nim Co mam zrobić, żebyś zrozumiał? [refren] Mówisz, że nie powinienem tu być, ale nie potrafię zrezygnować z jego dotyku To jego kocham Jego Nawet nie próbuj wmawiać mi, że Bóg się o nas nie troszczy To jego kocham Jego [bridge] Och, kocham Nie nie Kocham Kocham Kocham go Kocham go Kocham go Kocham go [outro] Święty Ojcze Osądź moje grzechy Nie boję się ich konsekwencji Nie jestem chłopcem, Którym wydawało ci się, że chcesz, bym był Kocham go Wyślij Niestety coś poszło nie tak, spróbuj później. Treść poprawki musi być wypełniona. Dziękujemy za wysłanie poprawki.

gdy mialem 3 lata tekst